Blog > Komentarze do wpisu

Pierwszy skok

                                                  -7-

   W piątej klasie miałem epizod nikotynowy. Pociągały mnie kolorowe opakowania zagranicznych papierosów. Ponieważ w środę miałem później do szkoły i nikogo nie było wtedy w domu, postanowiłem kupić sobie paczkę albańskich papierosów DS. Pudełko pachniało wyśmienicie:
komfortem i lepszym światem. Zapaliłem i spodobało mi się. Postanowiłem, że będę palił co tydzień, w środę, o tej samej porze. W następnym tygodniu, na moje szczęście, nie było już tak fajnie. Zrobiło się bardzo dużo dymu i nie miałem czym oddychać. Zdecydowałem rzucić palenie, po czym wywaliłem papierosy przez balkon.

   Jak już wspominałem w wakacje wyjeżdżaliśmy gdzieś z rodziną. Działo się to za sprawą matki, do której należało ostanie słowo w większości spraw. Zamiast odkładać pieniądze i gromadzić dobra moi rodzice wydawali je na podróże wakacyjne, przyjęcia imieninowe, włóczki zalegające szafy i książki pedagogiczne, których nikt nie czytał. Jeśli chodzi o wyjazdy to uważam, że był to dobry wybór.

   W 1977 roku pojechaliśmy na wczasy do Istebnej. Wczasy same w sobie były dość przeciętne, ale miały tam miejsce dwa istotne zdarzenia, niejako zwiastujące moją przyszłość. W kościele na mszy obecni byli przy ołtarzu młodzi ludzie, dziewczyny i chłopcy w wieku siedemnastu może osiemnastu lat i śpiewali inne od typowych pieśni religijnych piosenki. Potem widziałem ich, jak dyskutowali, siedząc na trawie w pobliżu kościoła. Podsłuchałem, że poruszali jakieś zagadnienia filozoficzne. Później okazało się, że byli to “oazowicze”.

   Innym razem poszliśmy całą rodziną na spacer w pobliżu miejscowej skoczni. Weszliśmy na nią by podziwiać krajobraz. Dzień nie był pogodny. Mżawka i wilgoć wywoływały raczej nieprzyjemne uczucia. I wtedy w oddali zobaczyliśmy grupę biegnących młodych ludzi. W miarę gdy się
zbliżali, dostrzegliśmy, że ubrani są w dziwne białe stroje, jak parobkowie z czasów pańszczyźnianych. Na biodrach mieli pasy w kolorach: białym, żółtym i pomarańczowym. Ściślej rzecz biorąc tylko jeden mężczyzna miał pas pomarańczowy i właśnie on okazał się liderem. Zajęli miejsce na trawiastym placu pod skocznią. Facet z pomarańczowym pasem wydawał komendy, a pozostali odpowiadali na nie okrzykiem oss!!! Rozśmieszyło to moją mamę.    

    Wśród zebranych byli nie tylko mężczyźni ale i dziewczyny. Machali rączkami i nóżkami wykonując dziwne ruchy. Nie mieliśmy pojęcia, co oni robią. Później okazało się, że ćwiczyli karate. Niski stopień prowadzącego trening - pomarańczowy pas to tylko 6 kyu - świadczy o
tym, że były to naprawdę początki tej sztuki walki w Polsce.

   Jeszcze przed wyjazdem do Istebnej ja i moja siostra nie mieliśmy nic szczególnego do roboty. Wtedy moja mama zobaczyła w gazecie ogłoszenie o bezpłatnej nauce pływania dla dzieci na jedynym wtedy krytym basenie w Radomiu WKS Czarni. Pierwsza wizyta była niesamowitym
przeżyciem. Pachniało chlorem i wilgocią. Mieliśmy bardzo miłego instruktora - Pana Dyktyrowskiego. Zajęcia były niezwykle ciężkie jak na moje ówczesne możliwości. Musieliśmy zanurzać głowy i robić wydechy, wykonywać nożycowe ruchy nogami trzymając się brzegu basenu, pływać z deską itp. Po trzech treningach moja siostra, której szło zdecydowanie
lepiej niż mnie stwierdziła po przyjściu do domu w tajemnicy przede mną:

- Mamo! Ten Sławek to się chyba nigdy pływać nie nauczy.

  Na czwartym spotkaniu odbiłem się od dna, położyłem się na wodzie i zacząłem ruszać nogami. Przez chwilę udało mi się utrzymać na powierzchni. To był naprawdę moment przełomowy. Później, choć nie łatwo, było już tylko lepiej.  

      Po jakimś roku od tamtej chwili chodziłem na basen z kolegami z bloku. Każdy z nas był świeżym adeptem pływania. Było nas czterech. Przyszedł czas na skoki “na główkę” ze słupka. Pierwszy odważył się oczywiście Remek, potem Romek i Sławek, tylko ja nie mogłem się jakoś
zdecydować. W końcu  przyszedł jednak ten wielki dzień. Wyglądało to mniej więcej tak: strach, decyzja, krótki lot, uderzenie i lekki ból a potem już tylko wielka radość. Taki sukces pamięta się
na całe życie.

 

sobota, 09 marca 2013, slawekk1965

Polecane wpisy