RSS
poniedziałek, 24 lipca 2017

Oto, po długiej przerwie kolejna garść cytatów z mojej książki:

 

"Wydawało mi się, że ta pielgrzymka - która była tylko którąś z kolei, a po niej nastąpiły dziesiątki następnych - zmieni życie na ziemi."

 

"Na pielgrzymce mniej więcej co dwie godziny są postoje. Wspaniała okazja, żeby zdobyć nowych znajomych i porozmawiać z już zapoznanymi. To jak przedłużone w czasie, wieloodcinkowe przyjęcie na świeżym powietrzu."

 

"Długo nie mogłem zasnąć w swoim namiocie, więc zacząłem czytać Ewangelię. Było w tym coś niesamowitego. W środku nocy, przy świetle księżyca, w szczerym polu. Czytałem na głos i przeżywałem. Czułem się nieziemsko, jak ktoś wybrany do czegoś wyjątkowego."

 

"Miałem zakorzeniony w psychice mechanizm, według którego cierpiącego musi spotkać nagroda, wybawienie - właśnie dlatego, że cierpi. Cierpiałem więc na maksa. To bardzo niebezpieczne myślenie pozbawione uzasadnienia. Logiczne tylko przy założeniu, że Bóg istnieje i może ulżyć cierpiącemu z litości albo chęci wymierzenia sprawiedliwości. Dopiero później zrozumiałem, że ucieczka w cierpienie to zła metoda rozwiązywania życiowych problemów. Boga nie ma i nie zlituje się nad tobą. Nawet jeżeli ktoś okaże ci współczucie to nie jest w stanie zmienić twojego losu."

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Sławomir Radomski

czwartek, 11 maja 2017

Oto kolejna garść cytatów, tym razem z wczesnej młodości:

Wykonywałem ćwiczenia, seria za serią, odczuwając ból i radość jednocześnie. Myślałem, że sam odmienię swój los słabeusza, na który skazała mnie natura.

Karate wydawało się czymś tajemnym, wręcz nadludzkim. Pomyślałem, że może pomóc zdobyć mi pożądane cechy: stalowy charakter, żelazne zdrowie, niebywałą sprawność, odporność, wytrzymałość itp.

Potem poszliśmy z kolegami na miasto, a było już późno. Przy ulicy Żeromskiego zaczepił nas patrol nieumundurowanych milicjantów. Po krótkiej rozmowie jeden z chłopaków dostał pałą za niewinność, zupełnie bez powodu. Takie były czasy, że milicja mogła robić wszystko. Byłem zbulwersowany jawną niesprawiedliwością - w szkole cały czas miałem wrażenie, że państwo się mną opiekuje i że mu na mnie zależy.

Pierwszą płytą w mojej kolekcji była VII symfonia Beethovena. Zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Wielokrotnie przeżywałem ekstazę słuchając jej finału, czułem się wtedy lepszy od moich rówieśników, którzy raczej nie słuchali takiej muzyki. Był to rodzaj snobizmu, mający stanowić panaceum na mój kompleks niższości, którego w tamtym czasie doświadczałem.

środa, 26 kwietnia 2017

Oto kolejna porcja cytatów z okresu dzieciństwa. Prezentują one tło historyczne tamtych czasów.

A potem przyszedł ten tragiczny deszczowy dzień. Miller strzelił Polakom bramkę i skończyła się dobra passa. Z boiska zamienionego w bajoro nasi zeszli pokonani. Nie mogłem w to uwierzyć. Długo łudziłem się, że mecz zostanie powtórzony.

Mazanek zadał mi również pytanie, dlaczego w Polsce stacjonują żołnierze radzieccy. Nie umiałem mu na nie odpowiedzieć. Ojciec wyjaśnił mi później, że strzegą naszych granic przed rewizjonistami z Republiki Federalnej Niemiec.

Potem przyszła pierwsza wizyta papieża. I powitanie go przez Edwarda Gierka. Widziałem to wszystko w telewizji. Ludzie naprawdę przeżywali tę pielgrzymkę, co było niecodzienne, ponieważ w tamtych czasach powszechne było olewanie i nieokazywanie silnych emocji.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

wtorek, 28 lutego 2017

Wpadłem na nowy, jak mniemam ciekawy pomysł. Postanowiłem zamieszczać cytaty z mojej książki co kilka dni. Dzisiaj pierwsze trzy - z okresu dzieciństwa:

"Pewnego dnia pani przedszkolanka przyniosła duży, płaski kij, który pochodził z zepsutego wózka - zabawki. Napisała na nim znamienne słowo "dyscyplina". Od tej pory można było dostać nią po tyłku. Bardzo baliśmy się "dyscypliny" - pani nie wyjaśniła, co to słowo znaczy. Przez długi czas myślałem, że to nazwa własna kija."

"Od wczesnych lat interesowałem się wojskiem i wojną. Kiedyś powiedziałem babci, że gdybym żył w czasie wojny, to Niemców by nie było, ponieważ ja z Mareczkiem byśmy ich wszystkich pozabijali"

"Ta strategia mojego ojca wykształciła we mnie odruch cierpiętnika, z godnie z którym cierpienie się opłaca, ponieważ jest natychmiast wynagradzane. Niestety nie mój ojciec rządzi tym światem, a cierpienie jest po prostu złe - sztuka polega na tym, żeby nie cierpieć. Zanim to zrozumiałem, upłynęło wiele lat. Świat ma gdzieś nasze cierpienie. Jeśli cię ono dopadnie, musisz się go pozbyć i nie oglądać się na innych.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

wtorek, 21 lutego 2017

Już cztery tygodnie minęły, jak ukazały się Blaski i cienie życia schizofrenika. To dla mnie okres niezwykle ekscytujący. Pojawiły się w sieci dwie kolejne przychylne recenzje ( zksiazkadolozka.blogspot.com oraz dlalejdis.pl), za które bardzo dziękuję. Miło jest, kiedy ktoś czyta to, co od serca napisałem i okazuje się, że zostaje tym zainteresowany, czy wręcz poruszony. Cieszę się, że kawał mojego życia został ocalony od zapomnienia.

Książka spodobała się dwóm moim przyjaciołom, którzy niezależnie od siebie stwierdzili, że można by z niej zrobić ciekawy film. Nie śmiem nawet o tym marzyć, ale byłaby to niezła frajda.

Książka dostępna jest w wielu księgarniach internetowych, nie widziałem jej jednak w realu na półkach konwencjonalnych księgarni. Zdaje się, że jest tam bardzo trudno się dostać.To miejsce dla renomowanych autorów, nie żółtodziobów. Może z czasem i tam również trafi.

Kończąc zachęcam do lektury i pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

02:36, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2017

Moja książka jest już w sprzedaży od kilku dni. Oczywiście bardzo się z tego cieszę. W internecie jak do tej pory pojawiły się jej trzy recenzje. Pierwsza z nich ukazała się już pod koniec grudnia. Była raczej nieprzychylna. Porządnie mnie zdołowała. Pomyślałem, że moja książka jest niewiele warta. Później jednak doszedłem do wniosku, że została napisana przez bardzo młodą osobę, która w literaturze poszukuje raczej wrażeń artystycznych, a nie przedstawienia życia w jego konkretnym wymiarze.

Na szczęście pojawiła się druga recenzja (www.co-przeczytalam.blogspot.com). Wskazuje ona wprawdzie na pewne mankamenty książki, ale generalnie, według mojej oceny, jest jej przychylna. Zawiera wiele ciekawych refleksji.

Trzecia (ostania jak do tej pory) recenzja jest już bardzo pochlebna (www.czytaj-na-walizkach.pl). Dostarczyła mi wiele radości. Jej autorka świetnie odczytała przesłanie książki, które było moim zamiarem. Jest tam również wiele innych ciekawych rzeczy.

Bardzo dziękuję autorom recenzji za ich napisanie, zachęcam również do ich przeczytania i mam nadzieję, że w sieci ukaże się ich więcej.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

Tagi: recenzje
11:14, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 stycznia 2017

Moja książka Blaski i cienie życia schizofrenika zostanie opublikowana już wkrótce. Będzie wydana przez wydawnictwo zaczytani.pl, dawniej Novae Res. Już można zobaczyć jak wygląda w internecie na stronach tego wydawnictwa, gdzie umieszczona jest w dziale zapowiedzi. Ciekaw jestem jak będzie się sprzedawała i z jakim spotka się odzewem. Być może będzie w stanie choćby w niewielkim stopniu pomóc komuś choremu na schizofrenię. Na razie sam nie czuję się najlepiej: od kilku miesięcy cierpię na depresję i brak napędu. Pomimo to pracuję zawodowo. Wierzę jednak, tak jak to jest w mojej książce, że po złych dniach muszą przyjść dobre, prędzej czy później, i znowu zacznę cieszyć się życiem.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

Tagi: nadzieja
13:45, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2016

Zbliża się moment wydania mojej książki. Jest już projekt graficzny jej okładki. Nie bardzo przypasował mi do gustu, ale taki musi być. W wydawnictwie dokonano już korekty; musiałem wyjaśnić pewne nieścisłości. Mam nadzieję, że książka ukaże się pod koniec grudnia lub w styczniu. Nie mogę się doczekać.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

środa, 03 sierpnia 2016

Dawno nie umieszczałem wpisów mojej autobiografii, ale to nie dlatego, że jeszcze nie powstały. Postanowiłem swoją radosną twórczość wydać w postaci książkowej. Nie publikuję więc w necie nowych fragmentów, ponieważ gdybym to zrobił, nikt nie chciałby kupić mojej książki. Jak można zauważyć wykasowałem większość wpisów, a pozostawiłem jedynie 15 na zachętę.

Każdego, kto do tej pory czytał moją autobiografię serdecznie zapraszam do lektury książki. Nie obraziłbym się, gdybyście ją kupili, co jest chyba rzeczą naturalną. Książka dostępna będzie w księgarniach, można będzie ją również zamówić przez internet. Na pewno znajdzie się również w niektórych bibliotekach i wtedy będzie można przeczytać ją za darmo.

Pragnę dodać, że całość liczy sobie 131 krótkich rozdziałów, z czego na blogu opublikowanych zostało 93. Tak więc jeśli ktoś pragnie dowiedzieć się o dalszych losach pewnego schizofrenika, będzie mógł przeczytać o nich w książce i poznać te brakujące 38 rozdziałów.

Na razie nie zdradzę jakie wydawnictwo jest zainteresowane wydaniem mojej książki. Nie znam jeszcze tytułu, który może różnić się od dotychczasowego, nie znam również ceny. O wszystkich szczegółach będę informował na bieżąco.

Tymczasem pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

niedziela, 22 listopada 2015

                                             -90-

W listopadzie 1993 dostałem psychozy. Wydawało mi się, żę chce mnie zlikwidować wywiad izraelski. Wątek żydowski zdawał się na dłużej wpisać w treść moich urojeń. Wydawało mi się, że żydzi rządzą światem i próbują sobie podporządkować lub zlikwidować wszystkich niezależnie myślących ludzi. Świat miał być kierowany przez jakiegoś niezwykle starego żyda, który był numerem jeden. Ze względu na bezpieczeństwo ukrywał się on nie wiadomo gdzie. Miał mieć być może kilkaset lat. Podporządkowani mu byli kolejni hierarchowie, którym z kolei podlegali następni – i tak piramida rozrastała się, aż do samego dołu. Ja byłem poza tym systemem, jako niezależnie myślący, uczciwy człowiek o wyjątkowej mocy, którego należało zabić. Byłem mesjaszem stanowiącym zagrożenie dla numeru jeden, który nie chciał się dzielić swoją władzą i obawiał się o swoje życie.

Cały porządek społeczny: państwo, rząd, partie polityczne, edukacja, ekonomia miał być fikcją. Liczył się tylko ten tajemny shierarchizowany system ludzi skorumpowanych, którzy rozdawali karty. Politycy mieli być tylko marionetkami, którym za dokonanie jakegoś obrzydlistwa pozwolono na swoje pięć minut sławy i powodzenia. Prawdziwi mocarze mieli być ukryci, mieli nic nie robić tylko pociągać za sznurki. Ale i ci byli zależni od swoich zwierzchników, aż do szczytu piramidy do numeru jeden.

Im wyżej w hierachii tym mniej pracy, więcej uciech, w tym cielesnych oraz długowieczność. Wieżyłem, że cała edukacja nie ma żadnej wartości, że wszystko wie numer jeden i nie chce się tą wiedzą dzielić. Myślałem, że to on sprowadza na ludzi choroby, wywołuje wojny manipulując narodami i jest źródłem wszelkich nieszczęść, a wszystko to dla władzy i własnego zadowolenia. Moją misją miała być walka z niemal całym światem, zburzenie całej tej hierarchii i przywrócenie ludziom szczęścia. Byłem więc niezwykle niebezpieczny dla systemu, w którym główną rolę odgrywali żydzi i w związku z tym miałem poczucie, że został wydany na mnie wyrok i ma mnie zlikwidować wywiad izraelski. Ponadto wydawało mi się, że sam jestem reprezentantem narodu wybranego, że moi rodzice nie są prawdziwymi rodzicami.

W okresach remisji, czyli odwrotu choroby, które w moim przypadku są dość długie, nie odczuwam nienawiści do żydów. Nazwałbym się wręcz filosemitą. Mam duży szacunek dla ich kultury i ubolewam nad faktem, że ich cały świat, ich wielowiekowa obecnośćw naszym kraju zostały zniszczone przez hitlerowców. Popieram wszelkie akcje propagujące kulturę żydowską i nie cierpię antysemityzmu, który w Polsce nie jest zjawiskiem rzadkim.

Tak więc cały czas czułem się zagrożony. Zabójczy strzał mógł paść w każdej chwili, w każdym miejscu. Pewnej nocy miałem przeświadczenie, że żydowskie komando będzie chciało mnie zlikwidować właśnie wtedy. Cały czas nie spałem. Z nożem w ręku schowałem się pod stół. Wierzyłem, że tu nie mogą wykryć mojej obecności elektroniczne urządzenia wroga. Spodziwałem się ataku przez okno lub drzwi. Chciałem zabić choćby pierwszego z napastników zanim sam umrę. Jestem przekonany, że doświadczałem takich samych odczuć jak ludzie w obliczu prawdziwego zagrożenia życia, jak na przykład na wojnie i musiałem sobie z własnym strachem radzić i jakoś funkcjonować. Atak nie nastąpił. Pomyślałem, że przestraszyli się mojej determinacji, że nikt z nich nie chciał się narażać.

Na drugi dzień przyszedł do mnie ojciec i przesiedzieliśmy razem długi czas. O dziwo psychoza szybko przeszła. Musiałem brać wtedy jakieś leki, ale już tego nie pamiętam. Wróciłem do pracy, a moje myślenie znowu stało się normalne.

Na początku stycznia 1994 pojechaliśmyśmy z Marleną, która była zapaloną narciarką, na narty do Szczyrku. Dołączyła do nas Kasia – koleżanka Marleny ze studiów z bratem oraz Grzegorz. Kim był Grzegorz? To kolega Kasi – wyjątkowo brzydki i wyjątkowo równy facet. Później dowiedziałem się, że Kasia poznała go za pośrednictwem biura matrymonialnego i rzeczywiście związek ten miał się uwieńczyć na ślubnym ołtarzu.

Nauczyłem się trochę jeździć na nartach, choć nie było to łatwe. W tamtym czasie wyróżniałem się sprawnością fizyczną, więc jakoś mi się to udało. Całe dnie spędzliśy na stoku, a wieczorami przesiadywaliśmy w kawiarniach. Grzegorz dużo fundował – chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Miał dobry zawód i dobrze zarabiał, był też inteligentny i wykształcony. To człowiek, w którym kobieta mogła mieć prawdziwe oparcie. Jedyną jego wadą był brak urody, ale w codziennych zmaganiach z życiem chyba to nie ma większego znaczenia.

Niestety i tu dopadły mnie moje fanaberie na temat przeszłości mojej dziewczyny. Zadręczłem więc siebie i ją przypominaniem tamtych zdarzeń i w ten sposób częściowo zepsułem w sumie bardzo udany pobyt w Szczyrku.

Kilka tygodni później znowu przyjechali do Polski hiszpanie – znajomi Marleny. Było ich dwóch: Horhe i jego kolega. Przebywali w mieszkaniu mojej dziewczyny w Płocku, a ja nie chciałem tam przyjechać ponieważ z powodu dręczących mnie myśli na temat przeszłosci Marleny chciałem z nią zerwać. W końcu jednak dotarłem na miejsce i znowu było normalnie.

Pod koniec lutego zmarła mi druga babcia, mama mojego ojca. Pragnąłem, aby przeszło na mnie trochę jej siły. Była bowiem raczej energiczną i zaradną osobą. Ja jednak nie byłem w stanie pisać pracy magisterskiej i wiosną 1994 zrezygnowałem z wynajmowania mieszkania i wróciłem do rodziców. Miałem też kłopoty z utrzymaniem dyscypliny w grupie trzecioklasistów w Radomiu, moich pierwszych uczniów, i w związku z tym w kwietniu zaprzestałem prowadzenia tego kursu.

Na początku lata chciałem zerwać z Marleną. Sprawiłem jej przez to dużo bólu. Do rozstania jednak nie doszło. Nie byłem w stanie tego zrobić. Miałem myśli samobójcze. Nałożyłem sobie na głowę torbę foliową i chciałem się udusić. Nie było to jednak łatwe i się nie udusiłem. Następnego dnia odczuwałem ból wokół szyji.

Cdn.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

 

 

 

 

21:13, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
Tagi